Recenzje

Słuchamy, oglądamy, czytamy i opiniujemy…

Daniel Lozakovich

i muzyka Czajkowskiego

  • wydawca: Deutsche Grammophon
  • rok wydania: 2019
  • nr katalogowy: 0289 483 6086 4
  • płytę omawia: Maciej Chiżyński
  • publikacja: 18 października 2019 r.

Urodzony w 2001 roku Daniel Lozakovich publikuje właśnie drugą płytę w wytwórni Deutsche Grammophon. Znalazły się na niej utwory Piotra Iljicza Czajkowskiego na skrzypce i orkiestrę: Koncert D-dur op. 35, aria Leńskiego Kuda, kuda, kuda wy udalilis z Eugeniusza Oniegina zaaranżowana przez Michaela Rota, Medytacja z cyklu Souvenir d’un lieu cher op. 42 w opracowaniu Aleksandra Głazunowa oraz Walc-Scherzo op. 34 w opracowaniu Wasilija Bezekirskiego; ponadto trzy miniatury na skrzypce i fortepian: Romans „Nie, tylko ten, kto wiedział” op. 6 nr 6 w aranżacji Mischy Elmana, Melodia z cyklu Souvenir d’un lieu cher op. 42 oraz Walc sentymentalny op. 51 nr 6 w opracowaniu Ivry’ego Gitlisa. Lozakovichowi towarzyszy Rosyjska Narodowa Orkiestra Filharmoniczna prowadzona przez Władimira Spiwakowa oraz pianista Stanisław Sołowiew. Nagrania zrealizowano w Moskwie w kwietniu tego roku.

Zniewala srebrzysta poświata brzmienia – nawet w najwyższym rejestrze – Stradivariusa „Le Reynier” z 1727 r.

Czyżbyśmy mieli do czynienia z młodym gniewnym pragnącym łamać kanony i wysuwać na plan pierwszy swoją osobowość? Otóż jest zupełnie na odwrót, Lozakovich bowiem pozostaje wierny duchowi tej muzyki i realizuje najdrobniejsze szczegóły zapisu nutowego (nie popadając przy tym w obsesyjną analityczność), a poza tym – nie epatuje wirtuozerią, mimo że jego gra nie jest jej pozbawiona. Zamiast brawury urzeka liryzmem; rozbraja prostotą i jednocześnie, paradoksalnie, tkwiącą w niej siłą ekspresji.

Zniewala srebrzysta poświata brzmienia – nawet w najwyższym rejestrze – Stradivariusa „Le Reynier” z 1727 r., artykulacyjna precyzja, czystość dźwięku oraz śpiewność tonu. W niektórych miejscach chciałoby się może usłyszeć odrobinę więcej drapieżności zamiast tak dużej dawki poezji, jakkolwiek w takiej konwencji koncert jawi się iście bajkowo, do czego przyczynia się także głębokie, nasycone brzmienie orkiestry.

Daniel Lozakovich i muzyka Czajkowskiego – Foto © Deutsche Grammophon

O ile Daniel Lozakovich prezentuje w pełni dojrzałe podejście w kwestii wibrata, które jest u niego (aż) tylko środkiem wyrazu, o tyle nie do końca przekonuje w doborze temp, za co można by również pociągnąć do odpowiedzialności dyrygenta, choć dotyczy to przede wszystkim miejsc granych przez skrzypce.

Zamiast brawury urzeka liryzmem; rozbraja prostotą i jednocześnie, paradoksalnie, tkwiącą w niej siłą ekspresji.

Pełna naturalność frazowania daje o sobie znać natomiast w utworach wykonywanych przez skrzypce i fortepian – tu ucho skupia się wyłącznie na pięknie muzyki, w czym nie bez znaczenia okazuje się „przezroczysty” akompaniament Stanisława Sołowiewa. Ten ostatni wyraźnie zasłuchany jest w „śpiew” instrumentu solowego, wtórując mu jedynie na zasadzie wzbogacenia jego brzmienia dodatkowymi alikwotami czy uwydatnienia kreowanej przez wiolonistę ekspresji, bez zbędnego akcentowania „wbrew” skrzypcom dźwięków drugoplanowych.

Daniel Lozakovich i muzyka Czajkowskiego 

Maciej Chiżyński

Galeria: Daniel Lozakovich i muzyka Czajkowskiego Foto © Deutsche Grammophon