Recenzje

Słuchamy, oglądamy, czytamy i opiniujemy…

Pierwszy powojenny recital Artura Rubinsteina w Paryżu - melo classic cover

Artur Rubinstein

Pierwszy powojenny recital Artura Rubinsteina w Paryżu

  • wydawca: Meloclassic
  • rok wydania: 2016
  • nr katalogowy: MC 1038
  • płytę omawia: Maciej Chiżyński
  • publikacja: 19 października 2020 r.

Enigmatyczna wytwórnia Meloclassic wydaje jesienią raz do roku kilka płyt z niepublikowanymi wcześniej nagraniami wielkich muzycznych indywidualności minionego stulecia. Warto przypomnieć jedną z ważniejszych publikacji roku 2016 – prezentującą pierwszy powojenny recital Artura Rubinsteina w Paryżu. Był 13 października 1948 roku. W słynnej Sali Pleyela, w której nieco ponad sto lat wcześniej grywał nie kto inny, jak Fryderyk Chopin, do fortepianu zasiada polski pianista Artur Rubinstein. To jego triumfalny powrót sceniczny do Francji i w ogóle do Europy, odbudowującej się po kilku latach wojennej zawieruchy. Program występu wypełniły dzieła, które artysta zarejestrował w studio dla wytwórni RCA: Chaconne d-moll Bacha/Busoniego, Sonata fortepianowa nr 21 C-dur op. 53 Beethovena, Karnawał op. 9 Schumanna oraz Saudades do Brasil op. 67 Milhauda.

Interpretacja aż iskrzy się od mieszanki polotu i dramaturgii.

Pod palcami Rubinsteina dzieło Bacha w transkrypcji Busoniego brzmi majestatycznie i monumentalnie, ale nieociężale, pianista gra bowiem z niesamowitą ekspresją. Podobnie zresztą jak w „Waldsteinowskiej” Beethovena, której interpretacja aż iskrzy się od mieszanki polotu i dramaturgii. Wyraziście artykułowany rytm przeplata się tu z dość swobodnym traktowaniem tempa – solista wprowadza silne, osadzone w tradycji romantycznej kontrasty. Choć ma sześćdziesiąt jeden lat, wydaje się bardziej energiczny niż niejeden młodzieniaszek.

Rubinstein zabiera nas w podróż na brazylijskie plaże. Już kilka taktów muzyki wystarczy, by zrobiło się nam ciepło.

W Karnawale muzyk sugestywnie „przybiera” maski kreowanych przez siebie bohaterów wyimaginowanej przez Schumanna zabawy – bywa dziarski, ale też pełen tęsknoty i rozmarzenia. Imponuje potężnym, głębokim forte. Z kolei w Saudades do Brasil Milhauda dają się słyszeć egzotyczne rytmy, a melodii wtóruje wrażenie kołysania się frazy, niczym w weneckiej gondoli. Rubinstein zabiera nas w podróż na brazylijskie plaże. Już kilka taktów muzyki wystarczy, by zrobiło się nam ciepło.

Maciej Chiżyński